środa, 23 kwietnia 2014

wielkanocnie part 2

Święta, święta... i po świętach! O tym, że były przypomina nam powoli opróżniająca się lodówka, resztki czekoladowych jajeczek pochowanych na wyższych półkach, oklapnięte już tulipany. Na wagę nawet nie wchodzę, bo po co? Wynik oczywisty. Od wczoraj szara rzeczywistość.  

Całą Mszę spędziliśmy przed kościołem. Wytrzymałaś bez problemu. Ciągnęłaś mnie do środka, ale tłum ludzi to uniemożliwił. Wyzbierałaś chyba wszystkie możliwe mlecze rosnące na trawniku. Z każdym przychodziłaś do nas - musieliśmy powąchać. Było całkiem spokojnie. Do czasu. Pod koniec Mszy przyszedł chłopiec z piłką, której oczywiście nie chciał Ci dać. Bardzo Ci się to nie spodobało, a on jak na złość stał obok Ciebie. I kusił. Na szczęście obyło się bez większego zgrzytania zębami. No i gdy na horyzoncie pojawił się Twój "Kapi" i Jula byłaś przeszczęsliwa! 


                             
             


Pierwszy dzień świąt spędziliśmy u babci Halinki. Święta to nie był jedyny powód naszej wizyty..

Dziadziuś Przemek miał 50 urodziny. Sto lat Dziadziuś!
Były wygłupy z babcią...



...i poszukiwania kotka. 
Luśka uciekała przed Tobą, gdzie tylko mogła! Zupełnie nie wiem czemu. Przecież Ty tylko cacy chciałaś zrobić! ;)


Wbrew pozorom to nie jest mina w stylu: Co by tu przekąsić? To mina łobuziaka! Jedzeniem wolisz się bawić, niż je konsumować. Byłam wręcz przerażona ilością zjedzonych przez Ciebie posiłków. Zjadłaś tyle co kot napłakał. Jak uciekał przed Tobą!

  
Przyczajony tygrys




Był też spacerek świąteczny. Krótki, bo strasznie wiało.


A w poniedziałek...
Pistolet bliźniaków przypadł Ci najbardziej do gustu!
Za rok nauczę Cię go obsługiwać!
Już nawet wiem na kim będziemy trenować celowanie ;-)


Do babci Joli chodzimy już na nóżkach. Kto by tam wózkiem jeździł!



<3

14 komentarzy: